23.12.2011 :: 04:04
Komentuj (1)
długo nie pisałam, a że trochę się pozmieniało u mnie, stwierdziłam, że warto to zapisać
w końcu mam pracę :) dosłownie kilka dni temu cały proces rekrutacyjny się zakończył i nie dość, że będzie to w branży, w której chciałam, to jeszcze w państwowym urzędzie, także wyczekałam sobie chyba tą posadę ;)
cieszę się, tym bardziej, że już naprawdę zaczynałam wątpić, czy znajdę cokolwiek, bo wysyłałam cv na różne asystentki prezesów już i inne sekretarki, a nawet na to nikt nie odpowiadał, nie wiem czy w ogóle nie czytali tych dokumentów, czy na czym polegał problem, ale okropne te uczucie było, że kończysz dobrą uczelnię, z dobrym wynikiem, masz jakieś doświadczenie, znasz języki, a i tak nie możesz znaleźć pracy. koszmar. mam nadzieję, że tutaj wszystko dobrze będzie się układało, dzisiaj mam jechać podpisać umowę.
nie wiem czy to właśnie przez ten nadmiar wrażeń, czy przez co, ale spać nie mogę. wieczorem połknęłam tabletkę na sen i nie dość, ze zasnąć nie mogłam, to jeszcze o 3 się obudziłam i męczyłam w łózku, próbując zasnąć. po 45 minutach stwierdziłam, że nie ma co się zmuszać i dlatego wstałam. pewnie zachce mi się spać, w ciągu dnia, ale trudno już.
jutro wigilia, tak szybko zleciał ten czas. chociaż, nie pamiętam za bardzo tej z zeszłego roku, to mam wrażenie, że wyjątkowo szybko zleciał ten 2011. nie wiem, może coś w tym jest, że im człowiek starszy, tym szybciej te lata mijają. nawet się nie obejrzę, a całe życie będzie za mną. mam nadzieję, że będę miała co wspominać. bo te ostatnie miesiące były naprawdę złe pod względem mojego psychicznego samopoczucia. od depresji, stany, że w ogóle nie chciałam wychodzić z domu, po poczucie, że do niczego się nie nadaję, po względnie lepsze okresy, ale spędzane w poczuciu samotności i zastanawiania się, czy czasem nie spieprzyłam sobie wszystkiego, przeprowadzając się tutaj. teraz, mam wrażenie, że lepiej zrobić nie mogłam. ale to przez to, że dostałam tą pracę? sama nie wiem. nie ma co ukrywać, że w dzisiejszych czasach, trudno jest znaleźć stałą, pewną pracę, a pieniądze są może nie najważniejsze, ale bardzo, bardzo ważne. dlatego ich brak i bycie całkowicie uzależnioną doprowadzał mnie do szału. i mimo, że nie usłyszałam nigdy wygadywania czy pretensji przez to, że tak było, to strasznie się z tym czułam.
z wagą jest w miarę dobrze. mam okresy, że ważę trochę więcej, później znowu spada, ale generalnie nie było już od długiego czasu na wadze liczby zaczynającej się od 6. nie pamiętam kiedy taki dobry okres wagowy miałam. tym bardziej, że nie głodzę się, żeby go utrzymać, tylko staram jeść w miarę normalnie. no i ćwiczę, dużo. bo praktycznie codziennie. czasami jak np. przedwczoraj zdarzy się, że nic nie zrobię, ale to dlatego że źle się czułam i cały dzień przespałam. w biodrach zeszłam poniżej 90, co jest olbrzymim sukcesem, bo nie pamiętam kiedy, jeśli w ogóle będąc już dużą dziewczynką ;) miałam tyle cm. jeszcze nie tak dawno miałam 98 :/ nie wiem, jak ja musiałam wyglądać. może to, jak jest teraz, jest po części wynikiem tej potęgi podświadomości :) a jeśli tak, to muszę się do niej stosować nadal:)
teraz tak sobie pomyślałam, jak to dobrze, że nie muszę już chodzić do pracy na 6. wstawanie przed piątą, było dla mnie jedną z gorszych rzeczy, bo nie dość, że nie potrafiłam efektywnie pracować, to jeszcze cały dzień miałam do dupy. mimo, że teraz nie śpię od 3 ;)
Komentuj (1)